|
List marcowy zza oceanu (największego !)
I tak mijają dni, Kochana Moja! Przedwczoraj dopadł mnie jakiś wiarus, wczoraj miałam dreszcze na zmianę z atakami gorąca - jak przy menopauzie, dziś dochodzę do siebie - Losowi lac dzięki, że nie wołają do pracy. W międzyczasie zarabiam na majtki i robię za Akale.( w języku yedish "narzeczona:) N. zachowuje się dobrze, nawet bardzo, jak na Jego standardy. Odpukać. Straszna Babunia zaoferowała się wysłać mi pierścionek, a w liście napisała, że cieszy się za nas obydwoje, przy czym nadmieniła z rozbrajającą szczerością, ze po 3-ch latach N. wie, jak będę o Niego dbała i jak bardzo jestem Mu potrzebna. Nic dodać, nic ująć. Wchodzę głębiej w taki właśnie świat i sposób na życie, z mocnym postanowieniem, że będę prowadzić spokojne, zwykle życie, nie tracąc przy tym własnego ja. Nie mam złudzeń, Kochana, nie miota mną szalona miłość, nie snuję marzeń. I tak jest lepiej: już raz w coś tam wierzyłam, już raz kochałam a przecież nie udało się... Teraz chcę spokoju - tego, który sprawia, że dni są przyjemnie układne i ułożone, że trzymają mnie w pionie codzienne obowiązki, które w gruncie rzeczy lubię, że nie spędzam sama długich wieczorów, a w soboty i niedziele, kiedy to moje koleżanki zajęte były rodziną i mężem, nie muszę się czuć bezpańska. Moja decyzja nie wypływa z wyrachowania, na co powyższe wywody mogłyby wskazywać. Jest w tym nieco rezygnacji, ale świadomej i nie bezpodstawnej. Mijają lata, mieszkam w obcym kraju (a do ONU trudno było wrócić - Zwłaszcza po pożarze!!!), gdzie zawsze będę miała "mniejsze szanse" na cokolwiek, nie grzeszę gotówką, która dawałaby mi niezależność i przyciągała gentlemanów. O urodzie też nie ma co mówić. Z N. przeżyłam już 3 lata. Moje odejście potrzasnęło Nim jak trzęsienie ziemi - zdał sobie sprawę, że beze mnie jest Mu źle na tyle, że trudno o następczynie. Owszem, zabezpiecza się finansowo, bo boi się jak diabła, że Go "ograbię", jak poprzedniczka, a On pieniędzy potrzebuje sporo - już to dla Utrzymania stopy życiowej, do jakiej przywykł, już to ze względu na ograniczoną sprawność fizyczną. Zabezpiecza jednak i mnie (prawnie) na wypadek, gdyby.... Niezbyt szczodrze, ale na tyle, że nie zginę z głodu i na ulicy. Od chwili powrotu mam co dwa tygodnie sprzątaczy i ogrodników, czyli Jestem nieco odciążona od ciężkich prac fizycznych. Poczułam się również pewniejsza i jak idę po zakupy, to przypominam Mu o pieniądzach - nie tak, jak poprzednio, kiedy nie potrafiłam z siebie słowa wydusić i płaciłam z własnej kieszeni. N. w ramach obowiązków małżeńskich przejmuje opłaty za moje Ubezpieczenie zdrowotne i samochodowe. To niewiele, ale zawsze spadnie mi z barków. Nareszcie wybrałam się znowu do dentysty (na szczęście klawiatura zdrowa, tylko wyczyścić potrzeba, bo kawa i papierosy, że o wieku nie wspomnę, nie dodają uroku), po raz pierwszy też udałam się do pedofilki, jak nazywam pedikiurzystkę (tutaj to 3-letnie studia, chociaż nigdy nie zrozumiem po co?!!!), dzięki czemu przestałam być "gruboskórna" (na jakiś czas, naturalnie), wybieram się znowu do fryzjera, bo nie boję się zapłacić , choć zawsze robiłam to z własnej kieszeni, ale jednak... **************** Czuję się jak jesień: za mną wybryki wiosny i rozkwit lata, teraz Wszystko napęczniałe i pachnące miodem, jak dojrzale owoce, pełne jeszcze sierpniowego słońca ale i gotowe do zacisza półek na strychu, gdzie nikt nikomu nie zakłóca spokoju, gdzie pachną zioła i gdzie czasem tyko sennie zabrzęczy leniwa mucha. W ciągu dwóch tygodni zawiei i zamieci schudłam 5 kg - niestety szybko powróciłam "do normy", mimo że nie objadam się zanadto. Wyglądam jak dojna krowa, czego nie lubię. Biegałyśmy z Elą w sobotę, poszukując stosownych szat dla mnie, na Uroczysty Dzień, już tam to i owo zamówiłam i nabyłam, ale jak wczoraj poszłam Przymierzyć, okazało się za małe w tzw. biuście, przez co ze łzą w oku musiałam z zakupu zrezygnować. Teraz znowu usiłuję wpaść na mądry pomysł, ale nie mam ochoty nabywać czegokolwiek, co później do niczego mi się nie przyda, stąd problem. Może wybiorę się w następną sobotę, czyli pojutrze.. N. uczy się polskiego. Nadal. Jest to tak zabawne zjawisko, że z Radości można ogłupieć! Dopiero teraz w całej pełni dotarło do mnie, jak trudny teoretycznie i praktycznie jest nasz język. Zrozumiałam też, że brzydko może brzmieć dla obcych uszu (w życiu tego nie powiem na glos!!! - patriotyzm nie pozwala. Poza tym bogactwo naszej mowy, jej wdzięk dzięki spieszczeniem, zdrobnieniom, częstym onomatopejom jest niepowtarzalny - daje ogromna skalę możliwości wyrazu uczuć, opisów zjawisk, rzeczy, przyrody itd.!!! To również dotarło, utwierdziło się we mnie właśnie teraz - z wielka mocą!). W każdym razie, wracając do N., to obłożył się literaturą, płytami słownikami i wkuwa. Od czasu do czasu dopada mnie, wieczorową porą i usiłuje coś powiedzieć. Boże, ale to śmieszne! Jak dotąd, zgodnie z moją namową "przerabia" alfabet, który, jak wiemy, jest "taki sam, tylko inny". Nie do wiary, jaką to robi różnicę! Wbił też w siebie wiele zwrotów grzecznościowych, co mnie cieszy. Nie bardzo wiem, dlaczego się za to złapał, zwłaszcza, że do Polski się, póki co, wcale nie wybiera... No, ale to mu nie zaszkodzi, w rzeczy samej! A teraz lecę do pracy. Tym razem z psychicznie chorą osobą. Po takim Zajęciu wracam mocno skonsternowana i zazwyczaj nie jestem pewna, kto w takim trójkącie jest "wariat": pacjent, lekarz, czy ja?! Uczę się ludzkich losów, słucham o przeżyciach pokolenia naszych rodziców, przejściach wojennych, o tarapatach związanych z emigracją, aklimatyzacją (która nigdy nie nastąpiła...). Widzę, jak słono płacić przychodzi za brak stabilizacji, ciężką pracę i poświecenia, za złe odżywianie, brak snu i odpoczynku. Większość z moich klientów jest tak miła, że serce boli z żalu nad nimi! Juz mam odpowiednie informacje w sprawie studiów podyplomowych oraz kursów i po powrocie z NZ złożę papiery na uniwersytet. Wiem, że nie zarobię na tym kroci, ale wierzę, że pomogę wielu osobom, plącąc jednocześnie życiu za samotność i nieszczęścia mojej Mamy. Oraz za to, że mnie przy Niej teraz nie ma. I znów się rozpisałam. I tak nastąpił piątek, 18-ty marca. Właśnie wróciłam z pracy w szpitalu od miniaturowego staruszka, który dożywając swoich ostatnich dni, musi stosować ścisłą dietę (nerki). I znów zrobił mi się w głowie mętlik, ale zaraz do siebie dojdę, bo za pół godzinny rozdziawię dziob na dentystycznym fotelu i higienistka będzie mnie skrobać. Boli, niemile, nie lubię! Nie dość, że człowieka zmaltretują, to jeszcze dopłacać do tego interesu trzeba! Całuję Cię nieskończenie, Ja |