MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA
Kto chce, bym go kochała Kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry. Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trwace. I musi też umieć ziewać, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą, gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą. Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka kuka lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powłokę buka. Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić, i śmiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści, i nie wiedzieć nic, jak ja nie wiem, i milczeć w rozkosznej ciemności, i być daleki od dobra i równie daleki od złości. Miłość Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie. Patrzysz w okno i smutek masz w oku... Przecież mnie kochasz nad życie? Sam mówiłeś przeszłego roku... śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tem. Patrzysz w niebo na rzeźby obłoków... Przecież ja jestem niebem i światem? Sam mówiłeś przeszłego roku.. Obłoku biały... Obłoku biały, obłoku szczęśliwy, Gdyz niewiedzący! Jak owoc owalny, Na lazurzyste wytoczony niwy Przez wicher morski, pustynny czy halny... Czyjeż bo życie nad twoje szczęśliwsze? Z bytu masz zmienność - sen pustką ci służy - I nie czas tobie dłuży się, leniwcze, Lecz ty czasowi wleczesz się i dłużysz... - Cóż, że wiatr zdmuchnie kształty twoje obłe? Nie masz serca, sam siebie pokochać nie mogłeś... Fotografia Gdy się miało szczęście, które się nie trafia: czyjeś ciało i ziemię całą, a zostanie tylko fotografia, to - to jest bardzo mało... .Ślepa Ślepa jestem. Oślepiona majem. Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy. I ustami tylko poznaję, żeś ty nie ty... Nike Ty jesteś jak paryska Nike z Samotraki, o miłości nieuciszona! Choć zabita, lecz biegniesz z zapałem jednakim wyciągając odcięte ramiona... Nie wrócę więcej "Nie wrócę więcej! Niech mnie Bóg odrzuci Daleko w gwiazdy! Gdyż mnie świat ten smucił Niewybaczalnie"... "Tak, lecz tu rozkwita Miłość, jak storczyk ustronny... Nie wrócisz?" Erotyk Na rozrzuconych poduszkach z rajskich, jawajskich batików umieram słodko bez żalu, umieram cicho, bez krzyku. -- Czas za firanką ukryty porusza skrzydłem motyla, a moje czoło znużone coraz się niżej przechyla... Wreszcie dotykam Bieguna i śnieg mi taje wśród włosów, a końcem lakierka dosięgam trawy szumiących Lianosów... Leżę na ciepłych krajach, na gorejącym Równiku, i na jedwabnych poduszkach z różnobarwnego batiku... Wyciągam ręce ku Tobie, w Twoją najsłodszą stronę i czuję na rękach gwiazdy nisko nad nami zwieszone... Ogarniam Cię splątanego w pochmurny namiot niebieski, i spada niebo z hałasem, jak belki, wiązania, deski, obrzuca nas półksiężycem, słońcem, obłoków zwojem -- i tak spoczywam - okryta niebem i sercem Twojem... Berceuse Oczy twe ciche są jeszcze, oczy twe ciche są jeszcze, kiedy mnie bierzesz w ramiona spokojnych gwiazd płyną deszcze, łagodnych gwiazd płyną deszcze i śnieg na śniegu gdzieś kona... W milczeniu zbladły nam twarze, w milczeniu zgasły nam twarze, i dusze bledną w miłości... w błękitnym stoi oparze, w półsennym stoi oparze różowe serce światłości... Spoczywam na twoim łożu, zasypiam na twoim łożu, jak na dnie srebrzystych noszy, stojących gdzieś na rozdrożu, wstrzymanych gdzieś na rozdrożu w oczekiwaniu rozkoszy... * * * Gdy pochylisz nade mną twe usta pocałunkami nabrzmiałe usta moje ulecą, jak dwa skrzydełka ze strachu białe - krew moja się zerwie, aby uciekać daleko, daleko, i o twarz mi uderzy płonącą czerwoną rzeką. Oczy moje, które pod wzrokiem twym słodkim się niebią, oczy moje umrą, a powieki je cicho pogrzebią. Pierś moja w objęciu twej ręki stopi się jakby śnieg, i cała zniknę jak obłok, na którym za mocny wicher legł. Gorzka zatoka Szeroki, wesoły, wysoki, nieulękły marynarzu siłaczu! Wyłowiłeś mnie z mego płaczu jak syrenę z gorzkiej zatoki... Skarga Laury więc skończone wszystko między nami nie zobaczę cię więcej na ziemi tłukę więc o drzewo koszyk z malinami pocałunkami naszemi Upał Dni znużone jak muły wloką się po wybojach. W żaluzje pukają kanikuły... Upał przyszedł z ogrodu i zamieszkał w pokojach. Ach, jak pragnę twego serca lodu... Zapomniane pocałunki Kto liczy nasze pocałunki, kto na nie zważa? Ludzie mają troski i sprawunki, Bóg światy stwarza... Zapomniane przez nas dwoje ich różowe mnóstwo spada na dno naszych dusz, jak płatki miękkich, najpiękniejszych róż... Tam leżą i ciasno zduszone na sobie słodkim olejkiem się pocą, który rozpachnia się w nas każdą nocą i każdem ranem, i życia zwykłego jesienne ubóstwo czyni róż krajem, perskim Gulistanem. Kto nasze pocałunki liczy? Kto na nie zważa? Bóg światy stwarza, nie zapisuje w księgach słodyczy... Kim jestem? Kim jestem bez mojego świadectwa , dobrych ocen, egzaminów. Kim jestem gdy zdejmę modne ciuchy i zarzucę nadzieję na ramiona . Kim jestem siostrą córką Przyjacielem Kim jestem w oczach tych, którzy co dzień przechodzą obok na zatłoczonej ulicy Lenartowicz Złotniczeńku, ty na niebie, chcę pić życie - nie mam z czego. Zrób mi kubek, proszę Ciebie, z szczerozłota gwiaździstego! Zrób mi kubek! Zrób mi kubek! Ale proszę zrób mi ładnie, wyrzeźb wszystko w nim, co lubię; ptaka, serce, gwiazdkę na dnie. Zrób mi lekki i nieduży, ale mocny zrób i trwały, niech mi całą wieczność służy! Chcę pić z niego dla twej chwały. Otrzyj ręce swe z pozłoty, którą złocisz świat po ciemku, dla miłości, dla tęsknoty, uczyń kubek, Złotniczeńku. Chinoiserie Nie po to chcę jechać do Chin, by widzieć piękne świątynie, wieżę jakąś Ming czy Tsin, lub pejzaż w Kao-linie Przecież póki mam twarz białą z różowym bez kurzych łapek na skroni, marzyć o tym lub owym nikt mi nie wzbroni. Otóż: Chcę jechać do chińskiej miłości, chcę jechać do chińskiej wiśni, najłatwiej tam i najprościej sen chiński mi się wyśni. Może jakiś szumiący dostojnik nieznany,żółty i ciemny, w ramionach jedwabiem strojnych nauczy mnie chińskich tajemnic? Jakich? Tajemnic laki,herbaty, płaskich jak liść kapeluszy, pagód i smoków rogatych, i mojej własnej duszy. Zakochani Wicher chmury rozwiesza, szumi zapachami, park utonął w jeziorze, drzewa w wodzie milczą. Róża półmrok fiołkowy białą farbą plami, pies wyje do księżyca melopeę wilczą. W altance nad jeziorem siedzą dwie niemowy, czekając, aby słowik niemoc ich wysłowił. Robota anioła stróża Gonił cię mój anioł stróż po świecie, o mój Drogi, biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany, potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie, ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi - o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie, pachniał jak wytężone białe nikotiany... Siedzący noc całą przy tobie na warcie krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie, to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,- zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! - Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego zawiódł przemocą do mego pokoju, gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego, jak to się zdarza czasami. - Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami, zatańczył w triumfie jakiś taniec boski - potem twarz zakrył szatą srebrnobiałą, zamyślił się pełen troski - - - i jęknął z przerażenie nad tym, co się stało. - - - *** Zanurzcie mnie w Niego jakby różę w dzbanek po oczy po czoło po snop włosa jasnego niech mnie opłynie wkoło niech się przeze mnie toczy jak woda całująca Oceanu Wielkiego Niech zginie noc, poranek blask księżyca czy słońca, lecz niech on we mnie wnika jak skrzypcowa muzyka - gdy mi do serca dotrze będę tym, co najsłodsze Nim - "Epitafium zakochanej" Obłóczona światu i jawie, Ziemskim okryta całunem, Leżała kiedyś Krzyżem na trawie, Rozpamiętując pocałunek... "Ciało szczęścia" Wtem, gdy się księżyc zachmurzył, dźwiękły kroki od wichru prędsze i w drzwiach tarasu, na piętrze, zapalił się amarant elektrycznej róży. Przez szklane, ciepłym wiatrem szarpane podwoje, noc zagląda do wnętrza, gdzie w miłosnym splocie ciało szczęścia, rozdarte na dwoje, zrasta się, jak jaszczurka, po wielkiej tęsknocie. "Babcia" Za lat pięćdziesiąt siądzie przy fortepianie (będzie miała wówczas wiosen siedemdziesiąt cztery), babcia, co nosiła jumpery i przeżyła wielką wojnę nudną niesłychanie. Babcia, za której czasów jeździły tramwaje, samolot pierwszych kroków uczył się po niebie, a ludzie przez telefon mówili do siebie, nie widząc się nawzajem. Babcia pamiętająca Krakusa i Wandę, a w każdym razie Piłsudskiego i Focha, która się upajała jazz-bandem i odbierała listy od listonosza, której młodość zeszła marnie, bez kikimobilu, bifonu, wirocyklu i astrodaktylu, wpatrzona w swój film zblakły z uśmiechem tęsknoty, zagra na fortepianie starożytne fokstroty. "Mrówka" Wlokąca ciężar nad siły, mrówko samotna na ścieżce! Przeszkody cię otoczyły, zasadzki i kroki: podstępne drapieżce. Ciągniesz z rozpaczą wiór słomy, którego nikt ci nie zazdrości. Hartu, poświęceń ogromy przesuwasz przed moim spojrzeniem litości. W cienia mojego niebie wysilasz serce swe szare... Mrówko: wpatruję się w ciebie ja, bóstwo ginące pod własnym ciężarem. "Owad ludzki" Uważajcie, jak dzisiaj trudno się dogadać z bliźnimi na tym świecie? - Zmienia się gatunek. Skrzydła w zamian za rozum. Jakaż na to rada? Owadziejemy! - Spróbuj mówić do owada! "Fotografia" Gdy się miało szczęście, które się nie trafia: czyjeś ciało i ziemię całą, a zostanie tylko fotografia, to - to jest bardzo mało... "Miłość" Nie widziałam cię już od miesiąca. I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, lecz widać można żyć bez powietrza! "Przeszłość" Przeszłość jest jak woda w stawie: ciemna, gęsta i zaludniona. W jej głębi falują niemrawie czyjeś dawno zatopione ramiona. Stare szczęście, zimne rybie ciało drży, gdy błysk słońca w głąb wpadnie - a marzenie, które umrzeć nie chciało, jak ropucha ciężko dyszy na dnie... "Liście" Rumieńce lata pobladły, Liść złoty z wiatrem mknie. I klonom ręce opadły, i mnie... "List" Ktoś list dostał. Komuś serce bije. Idzie czytać pod kwitnące jabłonie. Czyta. Chwyta się ręką za szyję i dno traci, i w powietrzu tonie. "Nike" Ty jesteś jak paryska Nike z Samotraki, o miłości nieuciszona! Choć zabita, lecz biegniesz z zapałem jadnakim wyciągając odcięte ramiona... "Stara kobieta" Zmęczona, ledwie idzie, na kiju się opiera, przejechana przez życie jak przez złego szofera. Oblicze jej pocięte jak gdyby ostrym mieczem, wśród naszych młodych twarzy zawiewa średniowieczem. jest złamana, pogięta, pocięta, poorana, i tylko jej kobiecość to zagojona rana. "Kobieta, która czeka" Czeka, patrzy na zegar swych lat, gryzie chustkę z niecierpliwości. Za oknem świat zszarzał i zbladł... A może już za późno na gości? "Obrazek" Na piasku, z chmurami za sobą siedzą dziewczynki w trykotach. Ziemia jest siedmiobarwna jak ich radość życia. Morze jest jak moja tęsknota... "Cień" Byle ten obłok niełaski z naszego słońca się zwlókł a położę się jak cień płaski u Twoich nóg... z tomiku Pocałunki Spóźniony list Może kiedyś, nieoczekiwanie, przyjdzie list ten. I nic się nie stanie. Tylko patrząc w oczy Panu Bogu rzeknę z cicha: "za późno, mój Panie!" Kobieta, która czeka Czeka, patrzy na zegar swych lat, gryzie chustkę z niecierpliwości. Za oknem świat zszarzał i zbladł... A może za późno na gości? Liście Rumieńce lata pobladły, Liść złoty z wiatrem mknie. I klonom ręce opadły, i mnie... z tomiku Niebieskie migdały Sen Iść przez sen ku tobie, w twe słodkie ręce obie... przez pola długie ogromnie, sadzone w rzędy doniczek... samych niebieskich konwalii i szafirowych goryczek... ... przejść przez jezioro nieduże, zrobione z drewnianej balii... i trochę nieprzytomnie iść dalej przez bór ciemny, w którym kwitną róże, lecz w którym się nie pali ani jedna świeca... gdzie stary niedźwiedź dziecinny zza pieca, dziś przerobiony na kota... I widzieć w oddali już twoją psią budę z kryształu, blachy i złota... przedrzeć się z trudem poprzez dziwną grud... i jeszcze ten rów przebyć... - potknąć się - i już nie być. (Moja miłość) Moja miłość przeszła w wichr wiosenny - w wichr wiosenny - me szaleństwo w burzę - w burzę - moja rozkosz w dreszcz senny - w dreszcz senny - moja wiosna w róże - Z wichru spłynie moja miłość nowa - miłość nowa - z burzy szał wystrzeli - szał wystrzeli - sen rozkosz wychowa, wiosna wstanie z różanej kąpieli. Magnolia Na liściu leży kwiat drzemiący, żółtawo biały, jak słoniowa kość. Słodki, że aż nudzi. Przedmiot pachnący - złośliwie tajemniczy świat - dziwny gość, Wśród nas ludzi. - Zakochani Wicher rozwiesza, szumi zapachami, park utonął w jeziorze, drzewa w wodzie milczą. róża półmrok fiołkowy białą farbą plami, pies wyje do księżyca melopę wilczą. W altance nad jeziorem siedza dwie niemowy, czekając, aby słowik niemoc ich wysłowił. Kto dzisiaj kocha... Dziś dla miłości nie róże, lecz osty, Nie masz już dla niej łatwych dróg i prostych! Kto dzisiakj kocha, nie wie, co spoczynek, Co chleb bez ości i co dzień bez troski... Z wielu powodów i dla smutków wielu Chciałabym dzisiaj mieć poduszkę z chmielu. Zapach tych lekkich, siwozłotych szyszek Sprowadza mocny sen - zjednywa ciszę. Gdzieś to czytałam albo mi się śniło: "Chmiel na bezsenność, a sen - na bezmiłość. Poduszkę z chmielu gdy sobie umościsz, Zaśnij, bo na cóż życie bez miłości"... Erotyki II Ten, który mienie swoje gwiaździste roztrwania Na płaszcze róż czerwonych, lilij białosinych, Ten mnie ozdobił w chwili naszego spotkania W rumieniec - ciebie w bladość - i wiedział, co czyni. Bo czym są ludzkie stroje w tak istotnej chwili, czym wzniosłe przemówienia, otwarte ramiona? Ważne - tylko te barwy zdjęte z róż i lilij, Dla tych, których jedynie krew może przekonać. IV Z wielu powodów i dla smutków wielu Chciałabym dzisiaj mieć poduszkę z chmielu. Zapach tych lekkich, siwozłotych szyszek Sprowadza mocny sen - zjednywa ciszę. Gdzieś to czytałam albo mi się śniło: "Chmiel na bezsenność, a sen - na bezmiłość. Poduszkę z chmielu gdy sobie umościsz, Zaśnij, bo na cóż życie bez miłości"... Ogród beznadziejny *** Głąb kapusty, trumienną kitajką fiołkowy, ruda miednica, w ziemi tkwiąca do połowy, wróbel wytrysły z błota i równy mu barwą, jakieś szkiełka - sułtańskim niepodobne skarbom, suche liście i ślady wśród błota wysnute: koło taczek, psie kroki, ogrodnicze buty. Oto, co mi świat kładzie w tęskniące źrenice, dla innych zachowuje róże i winnice... A wiatr świszcze szyderczo: "Świat nosi się w sobie! Przyjm błoto za Wenecję, śmietnik za Kordobę, zardzewiałą miednicę zrównaj z Fudżijamą: wszystko jest piękne, smutne, wszystko jest to samo!" Smutny Ktoś i biedny Nikt W tę zimną nocną porę... Dyga spłoszona świeca, Wicher dmucha do pieca... Jęczy, płacze w kominie Ten, co mu Nikt na imię... Ktoś jest zły, Ktoś ma dosyć A Nikt płacze po nocy... Źle Komuś, źle Nikomu I w przestrzeni, i w domu... Nikt gra na smętnym flecie I śpiewa o zaświecie... Ktoś, co chce został Nikim, słucha jego muzyki... Słucha... potrząsa głową... Odkłada broń gotową... Szelest makówki Srebrna grzechotka Z gwiaździstą koroną Jakiemuż dziecku Ją przeznaczono? Najuboższemu, Dziecku rozpaczy, Gdy w objęciach nędzy Wybucha płaczem. Srebrna grzechotka Z gwiaździstą koroną, Z marką piękności sennie zastrzeżoną... Przyjm z nią W dziecinne serce otwarte To, co boskie na świecie, A grosza niewarte...