|
|
POEZJA POZIOMECZKI 45

Autobiografia

Gdy byłam mała często płakałam,
Gdzie się ta moja mama podziała.
Wśród tylu dzieci ja brzydkie kaczę,
Czy Ciebie matko kiedyś zobaczę.
Z oczu mi płyną dziecinne łzy,
Matuś Ty moja no gdzieś Ty.
Posmaruj matuś kromeczkę chleba,
Małemu dziecku dużo nie trzeba.
Podaj też matuś kubeczek mleczka,
Bo to jak kocie Twoja córeczka.
Popije mleczkiem suchą bułeczkę,
I otrze nosek w brudną ściereczkę.
Miała też wiele rodzeństwa mała,
A sama zawsze w kąciku stała.
Bo czuje matuś Twoja córeczka,
Że jej nie kochasz, chociaż mateczka.
W ciszy skupienia wyszłam do ludzi,
Nikt mi już mego smutku nie wzbudzi.
I też radości mi swej nie doda,
Bo jestem ciągle bardzo uboga.
Wyciągam rękę i na niej siadł,
Gołąbek mały, mój cały świat.
Trzepotał skrzydłem swojej zadumy,
I brudny nosek języczkiem umył.
Poszłam na łąkę i wiecie co zbierałam,
Kwiatki dla mojej matki.
W mały bukiecik stokrotek wiele,
A matuś do mnie, jesteś jak ziele.
Oczy się łzami mymi zalały,
Kwiaty mi z ręki powypadały.
Ojciec mi srodze pasem przyłożył,
Tyle zostało z dziecinnych marzeń.
Brzydkim kaczątkiem zawsze zostałam,
Bo mnie rodzina już nie kochała.
A ja miłością do nich pałałam,
I srogie baty też dostawałam.
Dziś jestem matką i dobrze wiem,
Że serce dziecka to skarbem jest.
I uśmiech dziecka słodki jak miód,
Kwiatek od dziecka to piękny cud.

Czasem wychodzę na ulice

Czasem wychodzę na ulice,
oglądam ludzki świat,
jednak mimo wszystko,
doceniam własny kwiat. ....
Który mieszka we mnie,
który wciąż istnieje,
który nie mógł poprawnie ocenić,
co się wokół dzieje.
Zapamiętam ciernie
przebijające moje serce,
całe swoje życie,
które przeżyłam w udręce.
Lecz go ocaliłam,
chcę powiedzieć zwyciężyłam,
ani chwili w myślach
za nic go nie obwiniłam.
Tego co kochałam,
któremu duszę dałam,
wszystkie swe uczucia
jednej osobie oddałam.
Prawie się poddałam,
lecz stanęłam na nogi.
Nie mam już emocji,
nie czuję żadnej trwogi.
Postawiłam wszystko
na jedną kartę,
zrozumiałam, że me życie bez niego
jest zupełnie nic nie warte.

Dziwny jest świat

Dziwny jest ten świat,
Ktoś prawdę powiedział.
A jeszcze dziwniejsze jest to,
Że człowiek jak hiena
Skacze do drugiego człowieka.
Ref. Nie ważne jest to, że serce masz,
Nie ważne jest też, że jesteś coś wart.
By cię poniżyć, upodlić,
Byś nie był nic wart.
Naprawdę powiedzieć można,
Że dziwny ten świat,
Choć ma tyle wad i bólu,
Cierpień i spójrz za siebie,
Nie zbaczaj z drogi jak każe Bóg.
Ref. Nie ważne jest to, że serce masz,
Nie ważne jest też, że jesteś coś wart.
By cię poniżyć, upodlić,
Byś nie był nic wart.
Wiele jest istnień co nie zna radości,
Wiele jest domów co smutek w nich gości.
Czy podasz swą dłoń tak szczerze,
Czy nigdy jej nie zabierzesz.
Ref. Nie ważne jest to, że serce masz,
Nie ważne jest też, że jesteś coś wart.
By cię poniżyć, upodlić,
Byś nie był nic wart.
Dopiero zobaczysz ten dziwny świat,
Gdy Ciebie smutek, choroba Cię zwali bezwładnie.
Gdy Cię przyjaciel opuści, sam zaśniesz na swej podusi,
I wtenczas zobaczysz niebożę co ze światem stać się może.
Ref. Nie ważne jest to, że serce masz,
Nie ważne jest też, że jesteś coś wart.
By cię poniżyć, upodlić,
Byś nie był nic wart.
Przyjaciel to wielkie słowo, oby prawdziwe było,
I nigdy fałszem ludzkim się nie okryło.
Są ludzie dobrzy, też nie patrząc na drugiego,
Okażą serce swe bo wiedzą co to jest.
W tym naszym dziwnym świecie,
Tak już się porobiło.
Ref. Nie ważne jest to, że serce masz,
Nie ważne jest też, że jesteś coś wart.
By cię poniżyć, upodlić,
Byś nie był nic wart.

JA CIEBIE KOCHAM

Ja ciebie kocham! Ach te słowa
Tak dziwnie w moim sercu brzmią.
Miałażby wrócić wiosna nowa?
I zbudzić kwiaty co w nim śpią?
Miałbym w miłości cud uwierzyć,
Jak Łazarz z grobu mego wstać?
Młodzieńczy, dawny kształt odświeżyć,
Z rąk twoich nowe życie brać?
Ja ciebie kocham? Czyż być może?
Czyż mnie nie zwodzi złudzeń moc?
Ach nie! bo jasną widzę zorzę
I pierzchającą widzę noc!
I wszystko we mnie inne, świeże,
Zwątpienia w sercu stopniał lód,
I znowu pragnę - kocham - wierzę
Wierzę w miłości wieczny cud!
Ja ciebie kocham! Świat się zmienia,
Zakwita szczęściem od tych słów,
I tak jak w pierwszych dniach stworzenia
Przybiera ślubną szatę znów!
A dusza skrzydła znów dostaje,
Już jej nie ściga ziemski żal -
I w elizejskie leci gaje -
I tonie pośród światła fal!
W miłości dwojga całym majestacie,
W rozkosznej chwili, gdy są w sobie sami,
Rozwija pąki ogród wyobraźni,
Kwiecistych kłosów złoci się łanami.
W oddaniu dwojga - serca jedną burzą...
I nagie ciała, zlane pieszczot deszczem,
I słów nie trzeba, by usłyszeć: "kocham",
I słów nie trzeba, by usłyszeć: "jeszcze"...
Rozkołysane w gnieździe z gwiazd pisklęta,
Śpiewają światu hymny uwielbienia.
W purpurze nieba wypatrują - sensu...
W miłości dwojga - życia dopełnienia.

Jesień

Uczę się żyć zawsze od nowa,
Choć jestem stara no i uboga.
Lecz serce ciągle gorące mam,
Na swoją inność, nie powiem Wam.
Po górach chadzam, owce wypasam,
Z ptaszkiem pogadam, mgłą się okryję,
I jakoś sobie tak dalej żyję.
A w lesie różne zwierzęta żyją.
Jak leśne duszki ukradkiem mijam.
I potok płynie po górskich skałach,
I ja patrzyłam, owca płakała,
I tak cichutko się przytulała.
Chociaż w podartych łachmanach chodzę,
Ty nie zobaczysz ludzi ubogich.
Kiedy kromeczkę chleba dostałam,
To też gołąbka zasmakowała.
Powiedz, czemu oczy Twoje smutne
Patrzą na pomruk jesieni.
Przecież życie nadal się toczy.
Powiedz czy Ci szkodzi wiatr gdy z urwiska spada na głaz.
Powiedz czemu smutna jesteś,
Gdy wokół jest tak piękny świat
I swe oczy wznosisz do gwiazd
Zapatrzone w siną dal.

***

Kasztankowe włoski koła pod brzuszalkiem.
- Oj, piękności wy moje, pogłaszcze was miłuśnio
z wieczorka przed spaniem i rankiem
ucałuje zbudzonym kochaniem, tylko pan Słoneczność
na niebie postanie.
Oj, piękności...
Skuszę cię do pogrzeszenia.
Nieskromności twojej zbiorę plon właściwy
i jego ziarenkością zmysły pozasiewam.
Taki ze mnie rolnik - na zbiory przechciwy.
Znowu mnie pragniesz?...
A może chcesz dać mi siebie?
Kiedy drżącym głosem mnie przytulasz,
ja doprawdy - nie wiem...
Zamykam oczy,
sklejam łezką wyobraźni wizje spotkania.
Błękitne nasze łoże,
przejrzyste niebo,
nieskończoność miejsca do kochania.
Wiec się wyrywam światu
do Twych ramion,
do wspaniałości rajskiej wnikam ciałem.
O nic nie pytasz
i ja nie pytam...
Bo szczęście bywa
tak nietrwale.
W uczucia włożę stalówkę pióra
i tym natchnieniem pisać będę tobie
na kartkach tęsknoty, co jak żywopłot się rozrasta.
Tancerki zwariowanych myśli
uniosą swe sukienki i w górę strzelą nogi,
a potem tupną obcasem o podłogi,
aż zadrży zapatrzone serce...
I zsuną do kolan, do kostek swe podwiązki,
kankanem zdobywając myśli oszalałe,
aż się - mężczyzn - oliwne zabłyszczą gałązki
i po występach - opadną, i staną się ospale.
Do łona przywrę tę stalówkę pióra
i tam zapiszę opętane treści.
A ty rozszerzysz jako zeszyt - uda,
by moje wiersze w sobie móc pomieścić.

Na krawężniku

Tuż przy ulicy na krawężniku,
Biedna kobieta siedziała,
I patrząc wzrokiem za przechodniami,
Taką piosenkę śpiewała.
Ref.
Ach ja Helena jam nieszczęśliwa
Com utopiła swe dziecię
Trzy lata temu byłam z siostrami
Dzisiaj samotna po za murami.
Trzymałam w ręku swoją dziecinę,
I szczebiotała mi mile.
Konkubent przecie zabrał me dziecię,
I rzucił w ciemną głębinę.
Ref.
Ach ja Helena jam nieszczęśliwa
Com utopiła swe dziecię
Trzy lata temu byłam z siostrami
Dzisiaj samotna po za murami.
Świat się zawalił gdy ludzie z dali,
Martwe przynieśli me dziecię.
Powiedz mi przecie okrutny świecie,
Jak wrócić do swej dzieciny.
Ref.
Ach ja Helena jam nieszczęśliwa
Com utopiła swe dziecię
Trzy lata temu byłam z siostrami
Dzisiaj samotna po za murami.
Siadłam skruszona, całkiem znużona,
Godności nie mam już swojej.
Dlatego siedzę w tym srogim świecie.
Błędny wzrok duszę mą niesie.
Ref.
Ach ja Helena jam nieszczęśliwa
Com utopiła swe dziecię
Trzy lata temu byłam z siostrami
Dzisiaj samotna po za murami.

***

Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów i formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczyli mnie nieskończoności
Rozprawiali o "cudach przyrody",
Oglądałam różne tajemnice:
W jednym szkiełku "życie w kropli wody",
W innym zaś- "kanały na księżycu".
Mam tej wiedzy zapas nieskończony;
2 r i H2SO4,
Jabłka, lampy, Crookesy i Newtony,
Azot, wodór, zmiana atmosfery.
Wiem o kuli, napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera ...
Wiem, że ciało pogrążone w wodę
Traci tyle, ile ... etcetera.
Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.
I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.
I do dziś mam taką szkolną trwogę:
Bóg mnie wyrwie - a stanę bez słowa!
- Panie Boże! Odpowiadać nie mogę,
Ja ... wymawiam się, mnie boli głowa ...
Trudna lekcja. Nie mogłam od razu.
Lecz nauczę się... po pewnym czasie...
Proszę! Zostaw mnie na drugie życie
Jak na drugi rok w tej samej klasie.
Jesteś znowu! Mój Boże! Jak mi serce bije!
Jak mi się wzrok owiośnił! Jak świat rozradował!
Tylem nocy Cię w snach, nazbyt krótkich, całowała!
Tylem dni dzień ten tęskniła, co przyszedł i żyje

***

Nocą obudzę się
Nocą nabiorę sił
Powędruje do krainy Twoich marzeń
Nocą Ty przyjdziesz do mnie
Pójdziemy razem i utoniemy w krainie kwiatów i słońca.
Ja będę motylem, który przysiadzie na kielichu Twego serca
I zliże z niego słodki nektar MIŁOSCI, a Ty-
-Kwiatem, który właśnie mi pozwoli ukoić głód
Marzę o dniu, w którym moje usta dotkną Twojej dłoni
Ty delikatnie obejmiesz moją twarz,
Spojrzymy sobie w oczy
I będziemy istnieć tylko dla siebie
Każdego dnia obudzą nas ciepłe myśli
Słońce będzie tylko dla nas.
A my dla siebie.
Jak szaleni, dzicy ludzie...
Zatańczymy taniec Miłości
A płomienie naszego ogniska będą płonąć zawsze!
Ty i Ja - Wielcy mali ludzie...
Kochammmm Cię, Kocham Cię, Kocham
Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów i formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczyli mnie nieskończoności
Rozprawiali o "cudach przyrody",
Oglądałam różne tajemnice:
W jednym szkiełku "życie w kropli wody",
W innym zaś- "kanały na księżycu".
Mam tej wiedzy zapas nieskończony;
2 r i H2SO4,
Jabłka, lampy, Crookesy i Newtony,
Azot, wodór, zmiana atmosfery.
Wiem o kuli, napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera ...
Wiem, że ciało pogrążone w wodę
Traci tyle, ile ... etcetera.
Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.
I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.
I do dziś mam taką szkolną trwogę:
Bóg mnie wyrwie - a stanę bez słowa!
- Panie Boże! Odpowiadać nie mogę,
Ja ... wymawiam się, mnie boli głowa ...
Trudna lekcja. Nie mogłam od razu.
Lecz nauczę się... po pewnym czasie...
Proszę! Zostaw mnie na drugie życie
Jak na drugi rok w tej samej klasie

***

Posyłam kwiaty - niech powiedzą one
To, czego usta nie mówią stęsknione!
Co w serca mego zostanie skrytości
Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.
Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią
I prószą srebrną rosą jak łezkami,
Może uleci z ich najczystszą wonią
Wyraz drżącymi szeptany ustami,
Może go one ze sobą uniosą
I rzucą razem z woniami i rosą.
Szczęśliwe kwiaty! Im wolno wyrazić
Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi
Ich wonne słowa nie mogą obrazić
Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;
Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,
Najwyżej rzekną: "słyszałam - zapomnę".
Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmielej
I składać życzeń utajonych wiele,
I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...
Zanim z tęsknoty uwiędną serdeczniej

ROMANS

Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem!
Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.
Pokochali się nagle na rogu ulicy
I nie było uboższej w mieście tajemnicy...
Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,
Siedli - ramię z ramieniem - na stopniach kościoła.
Ona mu podawała z wyrazem skupienia
To usta do pieszczoty, to - chleb do gryzienia.
I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem
Na przemian chleb - pieszczotą, a pieszczotę - chlebem
Dwa głody sycili pod opieką wiosny:
Jeden głód - ten żebraczy, a drugi - miłosny.
Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?
Ma dwa głody, lecz brak mi Ciebie a nie chleba.
Jeszcze się serce twe ku mnie nachyli,
jeszcze będziemy ze sobą mówili
o wielkim mieście leżącym na wodzie,
gdzie pełne kwiatów czarne płyną łodzie,
gdzie co wieczora słońce kryje głowę
za niewidzialne lasy koralowe,
gdzie, byle tylko trochę woda spadła,
morskie na światło wychodzą dziwadła.
Jeszcze będziemy w miesiącu jechali
przy czarnych wiosłach po szumiącej fali
gęstwiną kanałów, pod zwodzone mosty,
gdzie się jak węże czają wodorosty,
i gdy nas pusta wesołość ogarnie,
liczyć będziemy gwiazdy i latarnie,
bo przy miesiącu i śród szybkiej jazdy
nikt nie rozpozna promyka od gwiazdy.
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć
Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

SAM NA SAM

Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami...
...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami...
Ręce mam zimne, przybiegłam - jak liść - z pustego ogrodu
do ciebie, do oczu twoich o barwie ciemnego miodu.
Aż tutaj wieją wichury twardo splecione warkocze...
...Zamknij okno... Skończone zaklęcia i czary smocze:
smok mój ułoży się kołem w dziwaczne snu arabeski,
będzie różowy jak muszla lub - jeśli każesz - niebieski,
w ogromne, płetwiaste łapy jak w wieka zamknie pogrzebne
wszystko, co obok istnieje dalekie i niepotrzebne,
wszystko, co dzwoni i szczęka, gwiżdże i brzęczy łańcuchem,
wszystko, co nie jest liściem zziębniętym i wiatru podmuchem.

***

Szeptane me słowa na Twych słowach,
Obnoszą - miłosnych ciął wyznania.
Skraplając na wargach się od nowa.
Rozgrzane - tak tęsknią do kochania.
Otwierasz przede mną nowe światy...
Rozchylasz zamknięte źródeł wrota...
Swym skarbem uczynisz mnie bogatą,
Bo miłość cenniejsza jest od złota.
Czy tego niedzielnego poranka.

***

We śnie jesteś moja i pierwsza,
We śnie jestem pierwszy dla ciebie.
Rozmawiamy o kwiatach i wierszach,
Psach na ziemi i ptakach na niebie.
We śnie w lasach są jasne polany
Spokój złoty i niesłychany,
Pocałunki zielone jak paproć.
Albo jesteś egipska królowa
Jak miód słodka i mądra jak sowa,
A ja jestem przy tobie jak światło.

Ziemia

Myślą i sercem, słowem i duszą,
Marzenia moje Ciebie nie wzruszą.
W ciszy spokoju siedzę skupiona,
I słucham Ciebie Ziemio znoszona.
Jesteś jak matka swojego dziecka,
Szara, zbrukana i taka wielka.
Wysłuchaj mnie, przygarnij mnie,
Nie smuć się nigdy, bo dobrze wiesz.
Ileż niedoli ludzkich widziałaś,
Gdy Cię znienacka wojna zastała.
Teraz w spokoju patrzysz zdumiona,
Choć jesteś stara, taka znoszona.
Posłuchaj mnie Ziemio znoszona,
Jestem jak dziecko niechroniona.
Ciągle się zbliżam w Twoje posłanie,
Przykryj mnie lekko nieodwołalnie.
Powiedział kiedyś przyjaciel mi,
Powiedz choć troszkę o życiu swym.
Nie rozumiałam ja jego słów,
Choć się starałam, nie rozumiałam.
Spojrzałam w okno, tak miło było,
Bo smak poczułam jesiennych dni.
Z porywem serca, kolorem liści,
Z podmuchem wiatru, czułam że to.
Że to już jesień moi kochani,
Że znowu minie nieodwołalnie.
I przyjdzie chłód i ziąb i chlapa,
I ciągle nie ma babiego lata.

| |
| | | |
| |