EDWARD STACHURA
Banita
Oto wypędzam szatana.
Oto wypędzam anioła.
Wypędzam z serca obu ich,
Ich obu, co często są jednym.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.
I wypędziłem szatana.
I wypędziłem anioła.
A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał i szumi.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.
Ciężko jest żyć bez szatana.
Ciężko jest żyć bez anioła.
Banita boski to mój los,
Lecz nie ja go sobie wybrałem;
To ona mi wybrała go:
Dziewczyna, którą ubóstwiałem.
To ona mi wybrała go:
Dziewczyna, którą ubóstwiałem.
Confiteor
Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo wielka wina!
Zgroza i nie widać końca zgrozy
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
Wojna i nie widać końca wojny
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo wielka wina!
Zagubieni w dżungli miasta -moja wina
Obojętność objęć straszna-moja wina
Bez miłości bez czułości-moja wina
Bez sumienia i bez drżenia-moja wina
Bez pardonu wśród betonu-moja wina
Na kamieniu rośnie kamień-moja wina
Manna manna narkomanna-moja wina
Dokąd idziesz po omacku-moja wina
I nie słychać końca płaczu-moja wina
Jedni cicho upadają-moja wina
Drudzy ręce umywają-moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi-moja wina
O człowieka coraz trudniej-moja wina
- moja wina
- moja bardzo wielka wina!
Człowiek człowiekowi
Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi stryjkiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić
Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie
Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć
Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwalczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliżnić
Deszcz tropikalny
Pochlebnie przelewasz się Ty
w silnych ramionach baobabów
rozpiętych nade mną jak rynny
I chyba pozostanie już
niedościgniony mój język pod chmurami
Bo to nie są chwile
a tym bardziej witraże zazdrości
po których można błądzić świecą
w poszukiwaniu gwiazd i pająków
na lekcję anatomii
Dolina obiecana
Smutek niedźwiedzia
jest srebrną strzelbą myśliwego
schodzącego w kołysanie
obiecanej doliny
Skarga niedźwiedzia
to muzyka złotego rogu
i żałoba wielka
obiecanej doliny
Śmierć niedźwiedzia
to spadanie mojej głowy
na niewdzięczną kompozycję
obiecanej doliny
Dookoła mgła
Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!
Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.
Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.
Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.
Jak długa pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni.
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka,
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!
Gdziekolwiek
Gdziekolwiek jesteś,
Wyjdź za bramę!
Idź na pola,
Słysz wołanie!
To ja wołam.
Gdziekolwiek jestem,
To mnie nie ma.
Jest maligna,
Bo cię nie ma.
Jest pustynia.
Gdziekolwiek jesteś,
Też cię nie ma.
Jest maligna,
Bo mnie nie ma.
Jest pustynia.
Gdziekolwiek jestem,
Tam ty jesteś.
Tak jesteśmy
Jak milczenie
Po tej pieśni.
Jak dwa jabłka
Na czereśni.
Jesień
Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia
Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu
I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Jest już za późno, nie jest za późno
Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.
Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park,
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Schodzić będziemy codziennie w świat.
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.
Jest już za późno!
Nie jest za późno!
Jest już za późno!
Nie jest za późno
Kim właściwie była ta piękna pani
Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
Wybrańcem kto wśród nas?
Zapukał ktoś...
To do mnie gość?!
Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc bardzo proszę, wejdź,
Tu siadaj, rozgość się
I zdradź mi, kim tyś jest,
Madame?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.
Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas.
Inaczej jest...
Czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur
Niemodny wdziewasz strój,
Już stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść,
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój,
Madame?
Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Będziemy razem żyć!
Ja będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Kochankowie
Katedro! szerokobiodra kobieto
o czterech smukłych nogach
Zielone dłonie jaszczurek
przemycają światłość twego brzucha
ascetycznym handlarzom
Rozkoszne zdziwienie palców
spada w pionowość pleców - mrocznych witraży
do posadzki
na której czerwień twych włosów
zastyga w dymiący ochłap baranka
A wysoko między łukami
na pajęczych siatkach
dojrzewa w purpurowych kokonach
owoc na wypełnienie ostatniego naczynia
Musisz mi pomóc
Kocham za siebie, kocham za ciebie,
Kocham jeden za dwoje.
Słońce po niebie, księżyc po niebie,
Gwiazdy po niebie, chmury po niebie -
Wszystko spoczywa na mojej głowie!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!
Sam nie podołam, sam nie dam rady
Unieść tyle miłości.
Księżyc i gwiazdy, chmury i słońce,
Lody wciąż łamać, ciągle i ciągle,
Sił mi brakuje, o pomoc proszę!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni
Minęło wiele miesięcy,
Ale mnie nic nie minęło;
Czas dla mnie w miejscu przystanął;
Takie jest, chłopcy; takie jest piekło.
Na odgłos kroków po schodach
Serce wciąż skacze do gardła;
Że może jednak to ona.
Ona - to; piękna moja zagłada.
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni ?
Noce i dni !
I pory roku krążyć zaczną znów
Jak obieg krwi:
Lato, jesień, zima, wiosna -
Do Boliwii droga prosta !
Wiosna , lato, jesień, zima;
Nic mi się nie przypomina !
Ni żyć, już można, ni umrzeć.
Wypłakałem łzy doszczętnie;
Oddycham ledwie i z bólem,
Kością mi w gardle staje powietrze.
Ach, kiedy znowu ruszą dla mnie dni ?
Noce i dni !
I pory roku krążyć zaczną znów
Jak obieg krwi:
Lato, jesień, zima, wiosna -
Do Boliwii droga prosta !
Wiosna , lato, jesień, zima;
Nic mi się nie przypomina !
Czas płynie i zabija rany
Posłuchaj, porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź:
Na smugę cienia nie wbiegaj;
Zaczekaj, trochę zaczekaj !
Posłuchaj, porzucona przezeń,
Nieznana ma przyjaciółko;
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź;
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź;
Na smugę cienia nie wbiegaj ;
Zaczekaj, trochę zaczekaj !
Przysięgam wam, ze płynie czas !
Że płynie czas i zabija rany !
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas !
Że zabija rany - przysięgam wam !
Tylko dajcie czasowi czas,
Dajcie czasowi czas
(Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami !)
tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas, Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas !
Kim właściwie była ta piękna pani
co dzisiejsze nocy w mojej samotni
mnie odwiedziła ?
Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
Wybrańcem kto wśród nas ?
Zapukał ktoś,
To do mnie gość ?!
Włóczyłem się jak cień;
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach ...
Jak dziwny ptak.
Wiec bardzo proszę wejdź,
Tu siadaj, rozgość się,
I zdradź mi, kim tyś jest,
Madame ?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.
Nieśmiało sunie brzask;
Zatrzymać chciałbym czas;
Inaczej jest...
Czas musi biec.
Gdzieś zapiał kur;
Niemodny wdziewasz strój;
Już stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść;
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój,
Madame.
Lecz będę czekać, przyjdź !
Gdy tylko zechcesz, przyjdź !
Będziemy razem żyć !
Gdy tylko przyjdziesz, przyjdź !
Gdy odeszła pod chmurami
Jak bez rąk byłem z rękami
Jak bez nóg byłem z nogami
Jak bez ust byłem z ustami
Jak bez rąk byłem z rękami
Wszystko z nich mi wypadało
Rękę złóż do ręki - brawo
Dziesięć palców czy to mało
Dziesięć palców nie istniało
Jak bez rąk byłem z rękami
Jak bez nóg byłem z nogami
Jak bez ust byłem z ustami
Jak bez nóg byłem z nogami
Podpierałem się o ścianę
Dźwigać mnie nie chciały wcale
Niby lilie wiotkie były
Dawną siłę, biedne, śniły
Jak bez rąk byłem z rękami
Jak bez nóg byłem z nogami
Jak bez ust byłem z ustami
Jak bez ust byłem z ustami
Jakby plastrem zalepione
Jakby w wapnie unurzone
Było, że w powietrzu tonę
Było, że już po mnie, po mnie
Jak bez rąk byłem z rękami
Jak bez nóg byłem z nogami
Jak bez ust byłem z ustami
Jak ten trup byłem przed wami
gdy odeszła pod chmurami
Jest już za późno, nie jest za późno
Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudownie spokrewnia się ciała nam.
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park;
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Schodzić będziemy codziennie w świat.
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krą.
Wojna to będzie straszna, bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
Jest już za późno !
Nie jest za późno !
tango triste
To było tak jak zaćmienie słońca w sercu:
Przestała naraz widzieć mnie;
To było tak jak trzęsienie ziemi w Peru:
Przestała naraz słyszeć mnie;
To było tak,
Jak o latarnie morska
Rozbija się wędrowny ptak.
W najgłębszą ciemność strącił mnie największy blask.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango - to smutna myśl, która się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci.
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści.
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.
Niech będzie tak, że zaćmienie zawsze będzie:
Nie wyjdzie słońce dla mnie już:
Niech będzie tak , że trzęsienie wszędzie:
Zaginął wszędzie po mnie słuch;
Niech będzie tak,
Bo ja nie żyję wcale.
Bo duchem ptaka stał się ptak.
W najgłębszej nocy tańczę do czarnego dnia.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy>
Tango - to smutna pieśń, która się tańczy !
Z kula u nogi przeklętej pamięci.
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści.
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.
Zobaczysz
Ach, kiedy ona cię kochać przestanie;
Zobaczysz !
Zobaczysz noc w środku dnia;
Czarne niebo zamiast gwiazd;
Zobaczysz wszystko to samo.
Co ja.
A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia;;
Nie będzie cię nosić.
A ogień, zobaczysz
Ogień, to nie będzie ogień;
Nie będziesz w nim brodzić.
A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda;
Nie będzie cię chłodzić.
A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr;
Nie będzie cię koić.
Ach, kiedy ona cię kochać przestanie;
Zobaczysz !
Zobaczysz obcą własna twarz,
Jakie wielkie oczy ma strach;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.
A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia;;
Nie będzie cię nosić.
A ogień, zobaczysz
Ogień, to nie będzie ogień;
Nie będziesz w nim brodzić.
A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda;
Nie będzie cię chłodzić.
A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr;
Nie będzie cię koić.
I wszystkie żywioły,
Wszystkie będą ci złorzeczyć;
Lepiej byś przepadł bez wieści !
Życie to nie teatr
Życie to jest teatr, mówisz ciągle , opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jednak gra.
przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra !
Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć !
Ty i ja - teatry to są dwa.
Ty i ja !
Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle.
Bo ty grasz !
Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleka nie ja jestem. Tylko ty !
Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też.
Drzwi otwarte zamkną potem się .
No i cześć !
Wpadnę tam, na chwilę, zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.
Ty i ja - teatry to są dwa.
Ty i ja !
Ty - prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech.
Bo ty grasz !
Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz gdy śmieję się , to w krąg się śmieje świat !